11/02/2018

Naturalna pielęgnacja ust za grosze? To możliwe!

Naturalna pielęgnacja ust za grosze? To możliwe!
Usta to zdecydowanie element twarzy, który najczęściej (no może oprócz oczu ;)) zwraca uwagę. Z tego powodu warto o nie zadbać nie tylko zimą, kiedy dokuczają im niskie temperatury czy latem, gdy przesusza je upał i wiatr, ale przez cały rok. Używamy balsamów, pomadek ochronnych czy masełek do ust, które mają cudowny zapach czy "fikuśne" opakowania. Z czasem jednak mogą zawieść. Dlatego ja zawsze będę bronić naturalnej, domowej pielęgnacji ust, która nie obciąży zbytnio naszego portfela.

Naturalna pielęgnacja ust za grosze? To możliwe!

NIE ZAPOMNIJ O PEELINGU!

Pielęgnację ust warto zacząć od delikatnego peelingu, aby pozbyć się martwego naskórka. Tak, tak - tutaj peeling też się przyda jeśli chcesz uniknąć suchych skórek. Niekoniecznie wykonuj go codziennie. Powiedziałabym nawet, że nie jest to wskazane w tak delikatnym obszarze. 1-2 razy w tygodniu w zupełności powinno wystarczyć. Czym peelingować? Można sięgnąć po pomadki peelingujące, ale czy kawa lub cukier nie będą dobrą opcją? Zawsze są pod ręką, nie zawierają zbędnych dodatków jak na przykład substancje zapachowe czy konserwujące. Nasz portfel również będzie nam wdzięczny za ten wybór. Możesz również stworzyć domowy peeling! Przepis na taki kosmetyk DIY podałam TUTAJ :)

NAWILŻANIE TO PODSTAWA!

Kolejnym krokiem jest nawilżenie lub natłuszczenie ust. Nie ma się tutaj co rozpisywać. W tym celu najlepiej sprawdzi się wazelina kosmetyczna lub miód. Czasem zdarza się i tak, że z czystego lenistwa, wcieram w usta ten sam krem, który nakładam na twarz... Ale są to sporadyczne przypadki.

MASKA NA RATUNEK!

W sytuacjach kryzysowych, kiedy usta są w gorszej kondycji (mocno przesuszone czy popękane) warto zafundować im maskę z miodu. W tym celu nakładamy grubą warstwę miodu na usta i zmywamy ją (lub zlizujemy ;)) po 10-15 minutach albo pozostawiamy ją na noc :) Więcej o korzyściach stosowania miodu w pielęgnacji ust pisałam TUTAJ.

Jak widzisz pielęgnacja ust nie musi być ani trudna, ani czasochłonna a tym bardziej zabójcza dla Twojego portfela. Dzięki takiemu dbaniu o usta, będą one gładkie i miękkie czym przyciągną uwagę niejednego przechodnia ;)

Masz inne sprawdzone metody w pielęgnacji ust? Wybierasz naturalne czy drogeryjne kosmetyki? :)

7/18/2018

Parcie na bycie gładkim, czyli o depilacji ciała słów kilka

Parcie na bycie gładkim, czyli o depilacji ciała słów kilka
Historia depilacji sięga już czasów starożytnych, jednak po wzlotach i upadkach jej popularności dopiero w czasach obecnych uznawana jest wręcz za konieczność. Depilujemy sobie wszystko: nogi, okolice bikini, ręce, pachy a nawet twarz. Co więcej depilacja twarzy ogranicza się nie tylko do potocznie nazywanego wąsika - kobiety zaczęły ją golić w celu pozbycia się meszku, który według nich nieestetycznie wygląda w makijażu! Czy to nie lekka przesada?

Parcie na bycie gładkim, czyli o depilacji ciała słów kilka

ZBĘDNY "MESZEK"

O ile depilacja nóg nas nie dziwi, tak wielkim oburzeniem lubimy reagować na depilację twarzy. Ostatnio widziałam filmik pewnej dosyć znanej youtuberki, która pozbywała się "meszku" za pomocą nożyka/trymera i fala hejtu jaka na nią spłynęła w komentarzach dała mi do myślenia. Zabieg jednoznacznie skojarzył się z goleniem zarostu u mężczyzn. Mimo to jestem przekonana, że wiele kobiet tak robi, ale niewiele się do tego przyznaje. To ich wybór i nie powinny być za to krytykowane. Jestem pewna, że jeszcze niedawno dokładnie tak samo reagowano na depilację nóg ;)

MĘSKOŚĆ TO JUŻ PRZESZŁOŚĆ?

Kontrowersje budzi także depilacja u mężczyzn. I nie mówię już tutaj o nogach czy klacie, ale nawet golenie pach wywołuje nieprzychylne komentarze. W Polskim społeczeństwie utarło się, że mężczyznę, który stosuje depilację nie można nazwać męskim (no może wyjątek mogą stanowić tutaj sportowcy). Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię, że każdy podąża tym tokiem myślenia, ale znaczny odsetek osób jest skłonna uznać to za prawdę. Ja uważam, że wręcz przeciwnie - nie ujmuje to męskości a w dodatku jest higieniczne, bo umówmy się, że drobnoustroje, które rozwijają się w zaroście (tym bardziej latem) z higieną nic wspólnego nie mają.

Moda przychodzi i odchodzi ustępując miejsca kolejnym, nowym trendom. Kiedyś kontrowersję budziła depilacja nóg - dzisiaj twarzy... Może za pięć czy dziesięć lat będzie to normą i już nikogo nie zdziwi? ;)

A jaka jest Twoja opinia na temat depilacji ciała? Golenie twarzy wśród kobiet to już przegięcie czy raczej nadchodząca moda? :)


7/01/2018

Tołpa łagodny żel do mycia twarzy i oczu

Tołpa łagodny żel do mycia twarzy i oczu
O kosmetykach Tołpa słyszałam wiele dobrego, ale jakoś nigdy szczególnie mnie nie kusiły. Aż któregoś dnia skusiła mnie... promocja. Tym oto sposobem swoją szansę w mojej pielęgnacji zyskał łagodny żel do mycia twarzy i oczu Tołpa z serii oczyszczanie. O tym czy powróci jeszcze do mojej pielęgnacji przeczytasz w dalszej części postu.


Tołpa łagodny żel do mycia twarzy i oczu

Skład:
Aqua, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Polysorbate 20, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer-184, Peat Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Hydroxyoropyl Guar Hydroxyoropyltrimonium Chloride, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid

Nie znam się na składach, ale czytając ten mam wrażenie, że nie jest jakoś szczególnie zachwycający - tym bardziej, że widnieje w nim Disodium EDTA, którego staram się unikać.

Według producenta żel łagodnie oczyszcza, nawilża oraz odświeża skórę.

"Oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń. Jest łagodny i można go używać do demakijażu oczu i ust. Nawilża i odświeża. Łagodzi podrażnienia i przywraca komfort."
Żel nie zawiera sztucznych barwników, PEG-ów, SLS-u, mydła, parabenów, i donorów formaldehydu. Produkt hypoalergiczny.

Moja opinia

Żel ma raczej typowy (chociaż trudny do opisania) zapach, całkiem przyjemny. Kosmetyk ma żelową konsystencję (może dlatego, że to ŻEL do mycia twarzy ;p) i jest przezroczysty. W moim odczuciu produkt nie wysusza, ale też nie nawilża skóry. Ponadto słabo się pieni - mam wrażenie, że z tego powodu za dużo go nakładam. Przez to jest mało wydajny, chociaż na wydajność ma wpływ także fakt, że otwór w tubce jest zbyt duży, przez co wylewa się nadmierna ilość kosmetyku.

Niestety nie radzi sobie w 100% z demakijażem, a w szczególności z tuszem do rzęs. Nie ryzykowałabym używania go jako samodzielnego produktu do zmywania makijażu. Kosmetyk nie szczypie po dostaniu się do oczu, przez co bez obaw stosuję go również w tych okolicach. Jest to ogromna zaleta! Do zalet można zaliczyć także to, że produkt jest hypoalergiczny. 

Żel do mycia twarzy i oczu Tołpa jest całkiem okej, ale szału nie ma. Przez to, że jest słabo wydajny (głównie przez niedopracowane opakowanie) raczej długo po niego nie sięgnę.
W pierwszym odruchu chciałam wypowiedzieć się o nim niezbyt przychylnie - ot taki średniaczek - ale po przemyśleniu kilku aspektów doszłam do wniosku, że kosmetyk powinien sprawdzić się przy wrażliwej skórze.

A Ty lubisz kosmetyki marki Tołpa? Używałaś tego żelu? :)

Zobacz także:

6/26/2018

Isana Lemon Taste - cytrynowa pianka do mycia ciała

 Isana Lemon Taste - cytrynowa pianka do mycia ciała
Cytrynowa pianka do mycia ciała Isana znalazła się u mnie spontanicznie. Będąc w drogerii miałam zamiar zakupić tak popularne ostatnio pianki Nivea, ale moją uwagę zwrócił podobny produkt z Isany. Nie wiedziałam czy taka forma będzie mi odpowiadać, a że żele pod prysznic marki Isana bardzo lubię, skusiłam się właśnie na tą firmę.

 Isana Lemon Taste - cytrynowa pianka do mycia ciała

Energetyzujący dizajn opakowania przywodzi na myśl orzeźwienie i zdecydowanie zwraca na siebie uwagę na sklepowych półkach. Po wstrząśnięciu pojemnika i naciśnięciu dozownika otrzymujemy gęstą, trwałą piankę (w konsystencji przypomina mi piankę do golenia). Kosmetyk jest wydajny, wystarczy niewielka ilość, aby umyć całe ciało.

 Isana Lemon Taste - cytrynowa pianka do mycia ciała

Skład nie powala na kolana, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Pianka przyjemnie otula ciało, nie podrażnia i nie wysusza skóry. Cudownie pachnie! Słodko. Aromat mocno kojarzy się z cytrynową, bitą śmietaną. Ponadto pianka jest bardzo wydajna - używałam jej bardzo długo, bo ponad miesiąc... Cena jest bardzo przystępna - 6,99 zł (na promocji dorwałam za 5 zł). 

Pierwszy raz miałam styczność z tego rodzaju produktem i nie mam porównania z piankami Nivea, ale jestem zachwycona tym kosmetykiem. 

A Ty testowałaś pianki do mycia ciała? Co myślisz o tej konsystencji? :)

Zobacz także:


5/01/2018

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy naprawdę pachnie czekoladą?

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy naprawdę pachnie czekoladą?
Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir to jedyna (o ile się nie mylę) paleta cieni z tej serii z tak dużą ilością matów - jest ich aż 12 spośród 16 cieni. Był to jeden z głównych powodów, przez który paleta trafiła w moje łapki. Zapewne wiele z Was nie zdziwi fakt, że egzemplarz ten porównywany jest do palety cieni Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance Palette. I nic dziwnego! Kolorystycznie są bardzo do siebie zbliżone - jednak czekoladka posiada kilka kolorów więcej.

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Cienie znajdują się w solidnym opakowaniu imitującym topiącą się czekoladę. Po jego otwarciu unosi się zapach bliższy słodkiemu kakao niż czekoladzie. Z kolei nazwy cieni konsekwentnie nawiązują do jedzonka :) W środku znajduje się foliowa wkładka z wypisanymi nazwami cieni, ale według mnie pełni ona jeszcze jedną funkcję - chroni lusterko przed zabrudzeniem, kiedy paleta jest zamknięta. A jeśli już o lusterku mowa... Jest duże, nawet bardzo duże, przez co bez problemu może posłużyć nam przy makijażu. Aplikator jak to aplikator - nie na wiele się zda, chyba że ktoś preferuje go w makijażu.

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Paleta kosztuje około 40 zł (ja kupiłam za niecałe 30 zł w drogerii internetowej) i można by się spodziewać, że jakość nie powali na kolana, jednak jak za tą cenę cienie są rewelacyjnie napigmentowane. Za jeden cień wychodzi średnio 2,50 zł. Kolorystyka palety bardzo do mnie przemawia.

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Ciepłe odcienie pozwolą na wykonanie zarówno lekkiego, dziennego makijażu jak i mocnego, wieczorowego looku. Paleta jest w zupełności samowystarczalna - ma jasny, beżowy cień jak i ciemny brąz (czerni nie ma, ale przymkniemy na to oko).

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Cienie ładnie się rozcierają a ich pigment można stopniowo pogłębiać. Lekko się pylą, ale jest to minimalna ilość jak na matowe cienie. Na oku trzymają się aż do demakijażu.

Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir - czy na prawdę pachnie czekoladą?

Są dwa piękne, różowo-fioletowe cienie, pink icing oraz bubble-gum, niewiele się od siebie różniące. Pink icing jest odrobinę ciemniejszy i zawiera drobinki. Jak dla mnie jeden z nich mógłby być zastąpiony innym kolorem.

Czytałam o tej palecie wiele pozytywnych opinii i nie zawiodłam się. Jest to kolejna ulubiona paleta w mojej małej kolekcji. Jeśli nie chcesz wydawać ogromnych sum na kosmetyczne palety a szukasz dobrej jakości cieni to polecam tą właśnie czekoladkę. Nie zawiedziesz się :)

Dwa makijaże wykonane paletą możesz zobaczyć w ostatnim wpisie - TUTAJ.

Używałaś palety z serii czekoladowej? A może masz już swojego faworyta w tej kategorii? :)

Zobacz także:




4/27/2018

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?
Rzęsy magnetyczne to pokusa dla wielu miłośniczek makijażu. Obiecują łatwą aplikację, podkreślone spojrzenie i efektowne wykończenie makijażu. Ale czy to co pięknie napisane sprawdza się w praktyce? A no właśnie, z praktyką bywa różnie a czasami nawet tragicznie. Zobaczcie jak to było w przypadku tych rzęs.


Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Po magnetyczne rzęsy sięgam po raz pierwszy - to pewne - ale muszę się przyznać, że i z tradycyjnymi sztucznymi rzęsami nie miałam za wiele do czynienia. Z tego powodu postanowiłam przeżyć ten pierwszy raz podwójnie i zrobić porównanie.

Sztuczne rzęsy

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Z tradycyjnymi sztucznymi rzęsami nie było tak trudno jak się spodziewałam. Aplikacja udała się już za trzecim (a nawet za drugim) razem i wyglądało to całkiem przyzwoicie. Efekt był bardzo naturalny, bo i takie rzęsy wybrałam - niewiele dłuższe od moich i nie za gęste. Początkowo, nieprzyzwyczajona do ich noszenia, czułam je na oku jednak po pewnym czasie zapomniałam, że mam je na sobie. Trzymały się aż do demakijażu, podczas którego udało się je bezpiecznie zdjąć. Zaschnięty klej można było delikatnie usunąć dzięki czemu rzęsy nadają się do ponownego użycia.

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Baza pod cienie: Color Tattoo 93 Creme De Nude
Paleta cieni I Heart Makeup Chocolate Elixir: 
  - zmatowienie: Coconut, 
  - załamanie: Hot tea, 
  - pogłębienie załamania: Carrot cake 
  - zewnętrzny kącik: Bubble-gum, Pink Icing, 
  - wewnętrzny kącik: Creme Brulee
Linia wodna: kredka My secret Satin Touch Kohl nr 19 NUDE
Brwi: kredka Catrice w kolorze Don't let me brown, paleta cieni Freedom pro 12 audacious mattes (chłodne brązy)
Rzęsy: tusz Sephora Outrageous Volume mini, no name rzęsy
Podkład: Maybelline Affinitone 10 Ivory
Korektor: Maybelline Affinitone 01 nude beige
Puder: Kobo 312 Transparent
Bronzer: Kobo 308 Sahara sand + Bell contour kit brunette No:01
Rozświetlacz: Makeup Revolution Vivid Baked Highlighter Peach lights
Usta: konturówka Golden Rose (GR) 502, pomadka Crayon GR 14

Magnetyczne rzęsy

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Jak się okazało z rzęsami magnetycznymi nie było tak kolorowo jakby się mogło wydawać. Zacznijmy od tego, że pasek, na którym znajdowały się rzęsy - mimo że elastyczny - nie był wygięty w łuk (był prosty), co znacznie utrudniło aplikację. Na pasku znajdowały się trzy magnesy, co wcale nie pomagało przy pracy z nimi. 

Według załączonej instrukcji, założenie rzęs polega na tym, że jedną część kładzie się na rzęsach, natomiast drugą kładzie się pod spód tak, aby magnesy się złączyły. W praktyce jest to o wiele trudniejsze - okazało się wręcz wyzwaniem. Owszem, magnesy łączyły się, ale zupełnie nie tam gdzie chciałam. Mimo, że górną część rzęs przykładałam możliwie najbliżej linii wodnej, została ona odsuwana przez zbliżający się dolny fragment. W dodatku konieczne było zaangażowanie obydwu rąk, co nie miało aż takiego znaczenia przy tradycyjnych sztucznych rzęsach. Założenie rzęs zajęło mi jakieś 10 min... na jedno oko. Dałam za wygraną. Poprzestałam na jednym oku (lewym).

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Jaki był efekt? Okropny! Rzęsy znacznie odbiegały od linii naturalnych rzęs co niestety można było łatwo dostrzec. Ponadto były ciężkie i zniekształcały oko. Niewygodne. Przerysowany efekt.
Jedyną ich zaletą okazał się fakt, że nie wymagają kleju, który może uczulać lub podrażniać.

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Magnetyczne rzęsy - innowacja czy zbędny gadżet?

Baza pod cienie: Color Tattoo 93 Creme De Nude
Paleta cieni: I Heart Makeup Chocolate Elixir: 
  - zmatowienie: coconut 
  - załamanie: Icing 
  - powieka: Roasted 
  - zewnętrzny kącik: Chestnut 
  - wewnętrzny kącik: Creme Brulee
Eyeliner: Maybelline Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner 24H 01 Black (Recenzja TUTAJ)
Linia wodna: My secret satin touch kohl nr 19 NUDE
Brwi: kredka Catrice Don't let me brown, paleta cieni freedom pro 12 audacious mattes (chłodne brązy)
Rzęsy: Sephora Outrageous Volume mini, rzęsy magnetyczne no name
Podkład: Maybelline Affinitone 10 Ivory
Korektor: Maybelline Affinitone 01 nude beige
Puder: Kobo 312 Transparent
Bronzer: Kobo 308 Sahara sand
Rozświetlacz: Makeup Revolution Vivid Baked Highlighter Peach lights
Usta: GR Velvet Matte nr 28

Wniosek jest jeden. Według mnie magnetyczne rzęsy nie wyprą z rynku rzęs przyklejanych na kleju, ponieważ za dużo z nimi zabawy. Aplikacja jest trudniejsza i zajmuje o wiele więcej czasu, a ten jest cenny kiedy spieszymy się na uroczystość. Ponadto efekt nie jest zadowalający. Po takim teście cierpliwości jaki przeszłam, nie mam ochoty po nie ponownie sięgać.

A co Ty myślisz na ten temat? Czy sztuczne rzęsy mają jeszcze szansę zaistnieć w kosmetycznym świecie? :)


4/19/2018

Czy żelowa maska na usta Isana się sprawdziła?

Czy żelowa maska na usta Isana się sprawdziła?
Maska na usta to element pielęgnacji, który powinien uchronić nas przed spierzchnięciem, przesuszeniem, zaniedbaniem ich. Jednym z takich kosmetyków jest żelowa maseczka Isana. Jak się sprawdziła?

Czy żelowa maska na usta Isana się sprawdziła?

Dizajn z pewnością ucieszy miłośników wszystkiego co słodkie i związane z jednorożcami. Opakowanie zawiera żelową maskę w kształcie różowych ust. Jest ona delikatna dlatego należy uważać przy jej wyjmowaniu (a nawet transporcie w opakowaniu - nie naciskać zbyt mocno na opakowanie), aby jej nie uszkodzić. Zapach maski kojarzy mi się z jakimś żelem pod prysznic - słodki i owocowy bardziej by tutaj pasował... Płachta obejmuje nie tylko usta, ale także niewielki obszar wokół nich.

Gdy maska jest zaaplikowana, czuć lekki, przyjemny chłód. Usta po zastosowaniu żelowej maski są gładkie, miękkie i nawilżone. Po zabiegu pozostaje minimalnie lepiąca się powłoka.

Myślę, że warto od czasu do czasu zrobić sobie taką maseczkę, a w szczególności przed wielkim wyjściem lub po użyciu wysuszającej pomadki.

Copyright © 2016 Concordiaa , Blogger